|

HISTORIA PARAFII RZYMSKO-KATOLICKIEJ W BŁAŻOWEJ POCZĄTKI PARAFII Błażowska parafia rzymsko-katolicka p/w św. Marcina jest jedną z najstarszych w okolicy po parafiach w Tyczynie czy Borku Starym. Została erygowana 9 czerwca 1432 r. w Bachórzu dzięki fundacji ówczesnych właścicieli miejscowości Małgorzaty i Piotra Kunatha Kmity, podczaszego sandomierskiego. Oryginał dokumentu zaginął, jego treść znamy z odpisu sporządzonego w 1634 r. na prośbę ówczesnego proboszcza Błażowej Piotra Sasina, a zamieszczonego w aktach konsystorskich przemyskich. Fundatorzy zabezpieczyli materialnie nową parafię i jej proboszcza, przekazując na ten cel dwa łany ziemi w Błażowej i dwa w Kąkolówce (jeszcze nie w pełni wykarczowane) wolne od danin z prawem osadzania na niej ludności poddanej. Ponadto proboszcz otrzymał szereg przywilejów gospodarczych jak: prawo zakładania stawów, rzeźni, karczmy, bezpłatne prawo przemiału w młynach dworskich i wyrębu drzewa w lasach pańskich. Na uposażenie plebana i parafii składała się też dziesięcina i meszne. Teren parafii błażowskiej, obejmował obszar od granic Nowego Borku, Hermanowej, Straszydla, Gwoźnicy, Baryczy, Wesołej, Futomy, Piątkowej, Nieborowa i Starego Borku. Współcześnie jest to teren Błażowej, Dolnej i Górnej Błażowej, Kąkolówki, Białki, Lecki. W momencie erekcji istniały na nim zaledwie dwie miejscowości: Błażowa i Kąkolówka, których obszar obejmował całe to określone terytorium. W 1928 r. utworzono odrębną parafię w Kąkolówce, a w 1948 r. w Lecce. SZKOLNICTWO PARAFIALNE Ważną instytucją parafialną była szkoła. Współcześni badacze historii regionu są przekonani, że szkoły parafialne w Błażowej czy sąsiedniej Futomie musiały powstać jeszcze w XVI, choć pierwsze wzmianki źródłowe potwierdzające istnienie takiej szkoły w Błażowej, pochodzą z roku 1640 z wizytacji biskupa Alembeka, ale i one odnoszą się do roku 1624. Mianowicie w protokole powizytacyjnym zapisano, że budynek szkoły parafialnej w Błażowej znajdował się przy wikarówce i uległ spaleniu przy najeździe tatarskim w 1624 r. Szkoła ta szybko wznowiła działalność, bo w podpisie testamentu Jakuba Kiebalika, spisanego w Kąkolówce w roku 1646, przeczytać „możemy Petrus Biegoni Rector Schole Bła”. Daje nam to prawo przypuszczać, że w kilka lat po biskupiej wizytacji z 1640 r., szkoła została odbudowana, albo dzieci uczyły się w zastępczym budynku. W każdym bądź razie funkcjonowała, skoro występuje rektor. I połowa XVII wieku, mimo, że pełna problemów politycznych związanych z trudnym sąsiedztwem na pograniczu, licznymi wojnami i tatarskimi najazdami była dobrym okresem dla oświaty błażowskiej. Według Adama Fanastnacha do wielkich godności doszedł wówczas, pochodzący z Błażowej Adam Draski, chłopski syn, który zapisał się na Uniwersytet Jagielloński w 1602 r. W 1611 r. został on bakałarzem, potem był nauczycielem Kolegium Lubrańskiego w Poznaniu. W 1623 r. został powołany do Collegium Maius Akademii Krakowskiej. Trzykrotnie pełnił funkcje dziekana wydziału filologicznego, był profesorem języka greckiego. Pod koniec swej kariery naukowej przeszedł do wydziału teologicznego. W 1648 r. zmarł, a bibliotekę swoją przekazał krakowskiej uczelni. Autor wymienia jeszcze innych studentów z Błażowej Jakuba Marcina syna chłopskiego rozpoczynającego studia w 1596 r. oraz Marcina włościanina zapisanego na Uniwersytet w 1611 r. Wydaje się być pewnym, że studenci ci mają związek z fundacją utworzoną przed rokiem 1596 przez Tomasza Raskowicza z Pyzdr w Wielkopolsce, proboszcza w Błażowej. Ten światły duchowny zapisał wówczas Uniwersytetowi 1000 złotych (powiększając później kapitał do 2000 zł) z przeznaczeniem na utrzymanie biednych żaków po dwóch-trzech z rodzinnych Pyzdr i dwóch później trzech z Błażowej. Mimo, że sam pełnił liczne godności; w 1604 r. został prepozytem szpitala Św. Ducha w Krośnie, a w 1612 r. dziekanem dynowskim, to troszczył się o korzystających ze stypendium studentów i interesował wykorzystaniem funduszy. Fundacja istniała do czasu reformy Uniwersytetu w 1780 r. Z pewnością w czasie pełnienia funkcji plebana, przez tak doceniającego znaczenie nauki i wspomagającego uczących się Tomasza Raskowicza, szkoła parafialna w Błażowej również miała się świetnie. Niestety już pod koniec XVII wieku lub na początku wieku XVIII szkoła tutejsza przestaje istnieć. Mogło to mieć związek z wojną północną , w trakcie której na Błażowę i okolicę w 1704 r., spadły niszczycielskie najazdy Szwedów, którzy stacjonowali w pobliskim Rzeszowie. Tutejsza placówka oświatowa nie istniała co najmniej do 1722 r., bo wśród powizytacyjnych zaleceń bpa J. K. Szembeka wizytującego Błażowę w latach 1720-1722 jest mowa o konieczności założenia przez organistę szkoły parafialnej. Zalecenie to zostało wykonane i szkoła szybko wznowiła swą działalność, a na pewno przed 1755 r., kiedy miała miejsc wizytacja kolejnego bpa H. Sierakowskiego. Szkoły parafialne pełniły wiele ważnych funkcji, choć trzeba pamiętać, że nie posiadały żadnego jednolitego programu nauczania i poziom ich był bardzo różny. Wychowywały, dawały podstawy wiedzy religijnej i ogólnej, uczyły śpiewu kościelnego i przygotowywały do obsługi liturgicznej mszy, młodych chłopców. Jak zapisano po wizytacji z roku 1755 r. „zadaniem szkoły w Błażowej było wychowanie religijne poprzez naukę katechizmu i modlitw oraz wdrażanie do ministrantury oraz zapewnienie podstaw wiedzy ogólnej w tym przede wszystkim czytania i pisania”. Realizacja tak zapisanej misji szkoły w Błażowej, zależała w znacznej mierze od obsady nauczycielskiej, a ta od uposażenia. Pod względem uposażenia nauczyciela, szkoła błażowska znajdowała się w czołówce podobnych instytucji. Na płacę miejscowego bakałarza, który był jednocześnie organistą składała się: opłata stołowa składana przez ludność parafii nie posiadającą pola w okresie Świąt Wielkanocnych na ręce proboszcza (nie mogła mieć wielkiej wartości, bo składała ją najuboższa część społeczeństwa i nie miała stałego wymiaru), kartkowe, czyli opłata za wypisywanie wiernym kartek potrzebnych do spowiedzi wielkanocnej, petyta, jak pisze R. Pelczar prawdopodobnie dobrowolna ofiara w naturaliach (zboże, siemię, nabiał itp.), „akcydens” od sprzedaży opłatków w okresie Bożego Narodzenia 1/4 kolędy wybieranej z wikarymi w okresie Świąt Bożego Narodzenia w wymiarze 1 gr. od kmieci i 0.5 gr. od zagrodników, zapłata za pracę w kościele tzw. groszowe, czyli 1 gr. od chrztu, 6 gr. od zapowiedzi, 12 gr. od śpiewania Veni Creator, co najmniej 1 złp od dzwonienia w czasie pogrzebu i wiele innych drobnych opłat.
Miał też prawo korzystać z pastwiska leśnego należącego do Bractwa Różańcowego. Uposażenie to zostało szczegółowo odnotowane przy wizytacji z 1755 r. ale nie wiemy czy w praktyce było rzeczywiście realizowane. Obowiązki edukacyjne organisty daleko wykraczały poza pracę z dziećmi. W 1757 r. bp Sierakowski w swym dekrecie reformacyjnym tak sprecyzował obowiązki organisty, rektora błażowskiej szkoły parafialnej: prowadzić nauczanie, dzwonić 3 razy dziennie na Anioł Pański podczas mszy (odprawianych w dni powszednie i święta) oraz dzwonienie „na chmury,” aby tym sposobem zapobiegać gradobiciu czy gwałtownym ulewom, sprawdzać stan techniczny dzwonów, dachu kościoła i całego budynku i sprawować nadzór nad pracami remontowymi, utrzymywać w czystości budynek kościoły, sprzęty i szaty liturgiczne (przy utrzymaniu porządku mógł korzystać z pomocy „dziadów kościelnych”, czyli mieszkańców szpitala błażowskiego) dbać o organy i konserwować księgi chóralne, uczestniczyć we mszach i obrzędach kościelnych przygotowując i sprawując oprawę liturgiczną, otwierać i zamykać kościół.
Wymienione tu przeze mnie tylko najważniejsze obowiązki organisty - nauczyciela, pozwalają sadzić, że niewiele czasu pozostawało mu na naukę niewielkiej zresztą grupy młodzieży, a edukacja w takiej placówce pełniła służebną rolę wobec kościoła tj.: przygotowywała chłopców do uczestnictwa w oprawie liturgicznej mszy. Większość szkół parafialnych miała ciągły problem z frekwencją uczniów, którzy do szkoły uczęszczali od późnej jesieni do wiosny tj.: po zakończeniu prac polowych lub nie uczęszczali wcale. Dużym ograniczeniem w przychodzeniu do szkoły w okresie zimy i większych chłodów był z kolei brak ciepłej odzieży, a przede wszystkim butów. Toteż do szkoły, która była jedyną tego typu placówka na całą parafię uczęszczało zaledwie kilku chłopców. Bieda, częste wrogie najazdy i pustoszenie okolicy przez zagony tatarskie były przyczynami słabego zainteresowania chłopów sprawami edukacji swych dzieci. Pierwszy rozbiór Polski i przejście ziemi błażowskiej pod austriackie panowanie zmieniło nieco sytuację ludności chłopskiej poprzez ograniczenie pańszczyzny i nadanie jej prawa opuszczania wsi. Zmiany te niewiele poprawiły byt włościan, bo w zamian za to nałożono na poddanych wiele nowych podatków państwowych i zobowiązano chłopów do służby wojskowej. Dawne szkoły parafialne określano teraz często mianem szkół trywialnych. W początkach swego panowania zaborca austriacki próbował narzucić ostry kurs germanizacyjny, od którego nie uchroniło się też szkolnictwo. W „Historyi szkoły w Tyczynie” na s. 47 czytamy: „Nauka religii, czytanie, pisanie, rachunki, a później i gramatyka, tak w języku polskim jak w niemieckim wykładane bywały”. Nie ma powodów powątpiewać, aby inaczej się działo w tym czasie w sąsiedniej Błażowej. Zwiększyło się też zainteresowanie oświatą, może tez poprawił się poziom nauczania. Na przełomie XVIII i XIX wieku zaczęli do niej uczęszczać też chłopcy z spoza samego miasteczka, z odległych z odleglejszych zakątków parafii. Dowodów na to dostarczają nam księgi sądowe wsi, w których pojawiają się pisarze gromadzcy wywodzący się z miejscowych chłopów. Już w 1808 r. pisarzem gromadzkim np. w Kąkolówce był Jakub Chuchla, w 1820 r. Jan Kustra. W Błażowej tez musiał pobierać pierwsze nauki Wojciech Szczygieł z Kąkolówki, który w 1865 r. został wyświęcony za kapłana. Wiele dobrego w tym czasie dla lokalnej oświaty zrobił ks. proboszcz Emilian Bandrowski, który zachęcał dzieci z całej parafii do uczęszczania do szkoły. Jeszcze w latach 60-tych XIX nauczyciela utrzymywała cała parafia, czyli po części mieszkańcy Błażowej, Błażowej Dolnej i Górnej, Białki, Kąkolówki i Lecki. Uposażenie wynosiło wówczas 200 zł reńskich oraz odsyp w zbożu. Konieczność partycypowania w kosztach wpłynęła na rodziców, którzy zaczęli znacznie częściej posyłać swoje dzieci do szkoły. Wprowadzenie Autonomii w Galicji wpłynęło na polonizację szkół i urzędów. We Lwowie powstała Rada Szkolna Krajowa odpowiednik dzisiejszego ministerstwa oświaty Szkolnictwo średnie, przemysłowe i ludowe utrzymywane miało być z budżetu Galicji. Szkoły zobowiązane zostały do realizacji programów nauczania, prowadzenia biblioteki i założenia kroniki szkolnej. Nadzór nad szkołami przestał pełnić Kościół katolicki, a przejęło państwo. Ostatnia wizytacja w Błażowej z ramienia konsystorza łac. w Przemyślu została przeprowadzona w 1868 r. przez ks. Buchwalda. Odtąd wypełniać tę rolę będą inspektorzy Rady Okręgowej Szkolnej w Rzeszowie utworzonej w 1871 r. Duchowieństwo nadal, szczególnie w małych miasteczkach i wsiach tworzyło wspólnie z nauczycielami i nielicznymi urzędnikami elitę intelektualną i od zaangażowania się tych ludzi w rozwój aspiracji oświatowych ogółu bardzo wiele zależało. W pierwszych latach autonomii w nauczycielem w Błażowej był Jan Wasung. W tym czasie z roku na rok rosła frekwencja i jedna izba budynku gminnego przestawał już wystarczać. Staraniem wspomnianego nauczyciela i ks. proboszcza Józefa Krukowskiego w 1873 r. w miasteczku oddano do użytku nowa szkołę, zlokalizowaną u podnóża kościoła. Wspomniany proboszcz przekonywał też mieszkańców innych miejscowości do zakładania własnych szkół. Tak stało się w 1875 r. w Kąkolówce, a niedługo później również w Białce i Lecce. SZPITAL PARAFIALNY Przez wiele stuleci działał przy miejscowej parafii szpital, a właściwie przytułek dla ubogich i samotnych. Szpitale parafialne zarządzane były przez samych plebanów, bądź do spółki z wyznaczonymi przez fundatorów świeckimi zarządcami. Fundatorzy określali często regulamin szpitala, obejmujący również zasady rekrutacji jego pensjonariuszy. Większość zakładów wiejskich, przeznaczona była dla ludności z danej majętności i stanowiła formę opieki właściciela dominium nad swymi zniedołężniałymi poddanymi. Jasno sprecyzował to w akcie fundacyjnym, licznych wiejskich szpitali parafialnych, Mikołaj Spytek Ligęza pisząc, że w domach tych mają prawo przebywać tylko: „...vere pauperes, którzy by na pańskich robotach się wyrobieli, albo za jakiem przypadkiem do ubóstwa, albo złego zdrowia i ułomności jakieś przyszli...” Zakładamy, iż podobny cel, obok oczywiście pomocy bliźnim potrzebującym, przyświecał fundatorom błażowskiej instytucji opiekuńczej. Nie znana jest data jego powstania szpitala, a zapowiedź jego utworzenia pojawia się już w akcie erekcji błażowskiej parafii, gdzie przeczytać możemy, że do niej należał będzie „ ...nadzór nad szpitalem kiedy zostanie wybudowany w pobliżu kościoła ...” Pierwsze wzmianki źródłowe o istniejącym szpitalu parafialnym w Błażowej pochodzą z 1618-19 r. i są zapisem fundacji ks. Tomasza Raskowicza z Pyzdr. Ten światły kapłan od 1582 r. był plebanem błażowskim, a od 1604 r. prepozytem szpitala św. Ducha w Krośnie. Brak jest daty powstania szpitala, a data fundacji Raskowicza raczej nią nie jest. Można domniemywać nawet, że szpital ten był dość dobrze uposażony, a ów zacny kapłan go doposażył, bo kolejny pleban błażowski ks. Szymon Simonides zapisał pieniężny legat szpitalowi w Nowym Mieście i zobowiązał zarządców owego szpitala, aby za wyznaczoną kwotę kupowali regularnie drzewo na opał, a nie miejscowej instytucji. Dobre jego uposażenie potwierdzają zachowane opisy wizytacji biskupich. Jak w wypadku większości tego typu instytucji, materialną podstawę funkcjonowania stanowiła ziemia. W latach 1636-46, fundusze potrzebne na utrzymanie pensjonariuszy przynosiło należące doń pole, ogród, 4 krowy, 10 zł czynszu rocznego. W drugiej połowie XVII wieku sytuacja ekonomiczna placówki znacznie się pogorszyła (jak zresztą w większości szpitali parafialnych). Właściciel majętności zabrał pole i ogród szpitalny. W latach 1699-1700 ubodzy utrzymywali się z dochodów jakie dawało 6 krów i 10 zł rocznego czynszu. Z pewnością nie były to dochody wystarczający i mieszkańcy przytułku musieli dorabiać jałmużną. Pocieszający jest jedynie fakt, że nawet tak zubożałe społeczeństwo, jakim w owym czasie była ludność ziemi sanockiej, doświadczające wielu nieszczęść, nie zatracił swej hojności i w miarę swych skromnych możliwości, wspomagało najbiedniejszych. Najczęstszym przedmiotem chłopskich darowizn dla ubogich, jak i na kościół były właśnie krowy „żywicielki”. Szpitale posiadały zazwyczaj po kilka krów podczas, gdy szpital błażowski w roku 1700 posiadał –7 krów, w 1745 – 13, 1w 1755 – 18, a w 1775 –22 krowy. Krowy szpitalne były z reguły oddawane chłopom w użytkowanie w zamian za roczny czynsz. Przynosiło to instytucji niemały dochód, bo czynsz od jednej krowy w 1700 roku wynosił przeciętnie 1-2 złp, a w II połowie XVIII wieku 2-3 złp. Obok takich legacji, jak pole czy krowy, najcenniejszych, bo przynoszących stały dochód, szpital utrzymywany był z dobrowolnych datków płaconych przy okazji zawierania kontraktów sprzedaży-kupna, a nawet kar sądowych nakładanych przez dwór na poddanych za próby omijania monopolów dworskich. W przywileju wystawionym dla blecharza w roku 1756 czytamy: od każdej pięćdziesiąt łokci sztuki płótna lnianego lub konopnego w domu u siebie wybielonego (...) po groszy sześć blecharzowi i rzetelnie powinien kto by zaś dla niezapłacenia Blecharzowi płótna swoje na sztuki porznął, zataił lub innem sposobem skrzywdził Blecharza, na takowego winy grzywien 10. Połowa na Dwór a połowa na szpital Błażeyowski, y Blecharzowi in duplo zapłacić y łożone koszta nadgrodzić powinien”. Darowizny na szpital nakładane były prawomocnymi wyrokami sądowymi szczególnie w wypadkach pomówień, jak wypadku wyroku wydanego w Błażowej w 1677 roku w sprawie między Tomaszem Samusikiem i Stanisławem Jamiołem „o perypetia jakie mieli ze sobą”. Ponieważ żaden nie był w stanie dowieść stawianych publicznie zarzutów zostali surowo ukarani karą pieniężną na rzecz dworu odpowiednio po grzywien 4 i 3, winni także ofiarować wosk do błażowskiego kościoła, przeprosić się publicznie, pisarzowi za wypisanie dekretu zapłacić 2 grzywny ponadto: ... „ mięsa połeć także do szpitala naszego Jamioł Stanisław powinien dać żeby się stało zł 5 albo 6, Samusik Tomasz ćwierć mięsa jałowego także do szpitala naszego także aby dał dla ubogich na winę także...” Czy wyżej wspomniane zabezpieczenie było wystarczające dla pensjonariuszy i zapewniało im godziwe wyżywienie tego nie wiemy, bo nie zachowały się na ten temat wystarczające informacje. Możemy jedynie domyślać się, iż było podobnie jak w innych szpitalach, gdzie problem ten rozwiązywano na trzy sposoby. Bywało, iż ubodzy otrzymywali od przełożonych niewielkie kwoty pieniędzy, za które musieli sami się wyżywić. W innych placówkach, rozdzielano między pensjonariuszy surowe produkty, albo otrzymywali gotowane pożywienie. Jakkolwiek ten problem był rozwiązany, pewnym jest jedno, wszędzie podstawą wyżywienia, nie tylko w szpitalach, była kasza, jarzyny, groch i w święta mięso. Uzupełnieniem posiłków był chleb razowy w ilościach 1-2 bochenki na miesiąc na osobę. Tak jadano wówczas generalnie i nie ma powodu, aby sądzić, iż w Błażowej było inaczej. Okazją do zjedzenia mięsnego obiadu oprócz świąt były stypy. Pewne przesłanki zdają się świadczyć o tym, iż w okolicy istniał zwyczaj sprawiania obiadu-stypy dla dziadów szpitalnych, którzy w zamian mieli obowiązek zanoszenia modłów za spokój duszy fundatora. Oto bowiem w testamencie Rozalii Sobkowiczki z 24 lutego 1816 roku z Kąkolówki przeczytać możemy m. in.: „...synowi memu Józefowi krowę jedne ażeby jak zbierze z gruntu to ozimiane obsianie żeby tę krowę zabił i obiad sprawił tak za mną jako i za mężem moim a ojcem jego Michałem...” . Zwyczaj ten był dość znany na południu Polski np. w Woli Zarczyckiej, a jego rodowód może sięgać jeszcze być może czasów przed chrześcijańskich. Dużo więcej wiadomości mamy o obowiązkach pensjonariuszy niż o warunkach mieszkania i życia. A to za sprawą bp Sierakowskiego, który po wizytacji parafii w 1757 roku, pozostawił liczne zalecenia, dotyczące obowiązków nauczyciela organisty i „dziadów kościelnych”. Organista miał przy pomocy mieszkańców przytułku „dzwonić na chmury”, pajęczyny i kurze, jak najczęściej omiatać i wykonywać z ich pomocą wiele innych czynności porządkowych. Życie podopiecznych przytułków poddane było regulaminowi zbliżonemu do wspólnot zakonnych. Pobudka o określonej porze, wspólna modlitwa i czytanie pisma świętego, uczestnictwo we mszy św., wspólne posiłki, to wszystko sprawiało, że byli oni bardziej biegli w katechizmie i Piśmie św., śpiewie pobożnych pieśni od przeciętnych parafian. Poza tym uczestnicząc w nabożeństwach czy procesjach zwartą grupą nadawali pewien ton przebiegowi uroczystości. Wszystko to przekonuje nas, iż mieszkańcy przytułku odwdzięczając się swym darczyńcom za wikt i mieszkanie, pełnili ważną rolę w parafii od posług porządkowych poczynając, a na religijnych kończąc ze szczególnym uwzględnieniem modlitw zanoszonych w intencji żyjących i zmarłych dobrodziejów. Wiodąc pobożne życie cieszyli się też zazwyczaj szacunkiem innych, a nawet poważaniem. Przekonują nas o tym informacje, jakie zachowały się do dnia dzisiejszego w wielu parafiach w archiwach kościelnych, a dotyczą np. proszenia mieszkańców przytułku na rodziców chrzestnych. Błażowski szpital funkcjonował prawdopodobnie około 300 lat. Od XVI wieku do wieku XIX (choć nie znana jest dokładna data jego utworzenia i likwidacji). Nie zachowało się też wiele informacji o stanie liczebnym pensjonariuszu. Nie wiemy też nic o stanie budynków i niewiele o położeniu. Lakoniczne informacje w księdze ławniczej miasta Błażowej, każą sytuować go pomiędzy dworem a rolą plebańską na rozległej niegdyś łące. Być może w rejonie dzisiejszej „organistówki” lub przedszkola. Wzmianka opisująca położenie roli Hajdukowskiej wytyczonej niegdyś z gruntów dworskich z 1642 roku mówi bowiem, że: położenie tey roley w stronę Jakubowej Angiołowej od wschodu słońca w stronę plebańskiej roley aż do szpitala błażowskiego przy łące plebańskiej. Pewnym jest natomiast jest, iż budynek ten musiał posiadać, co najmniej dwie izby, bo mieszkały tu zarówno kobiety jak i mężczyźni. Byli to zapewne, pozbawieni środków do życia, czasami schorowani mieszkańcy naszej ówczesnej parafii błażowskiej, a więc z Błażowej, Kąkolówki, Białki i Lecki nie licząc przysiółków. W 1803 r. znajdowało się w tym przybytku 12 pensjonariuszy, głównie kobiety, co znajduje potwierdzenie w innych tego typu placówkach (samotne, starsze kobiety stały znacznie gorzej w hierarchii społecznej niż mężczyźni, żyły też dłużej). Byli to: Albertus Sobota, Andreas Kotarba, Barbara Sobocina, Anna Bębnowa, Teresa Cyganka, Franciszka Szczyglonka, Magdalena Wojewodzina, Helena Kurzydła, Matias Piech, Agnes Kotarbina, Marianna Bukalonka, Franciszka Pieszka. Ostatnie pewne wiadomości dotyczące istnienia błażowskiej placówki pochodzą z 1882 r. Z zeznań złożonych wówczas przez miejscowego proboszcza ks. Bronisława Markiewicza przed Komisją hipoteczną c.k. Sądu Powiatowego w Tyczynie wynika, że szpital ten posiadał bliżej nieokreślony budynek bez nadanego numeru na parceli nr 112, zakupionej w 1853 r. od Michała Krzywickiego i dwie parcele gruntowe bez określenia ich rozmiarów. OBIEKTY SAKRALNE Pierwszy kościół w Błażowej, wzniesiony w XV wieku, pod wezwaniem św. Marcina, św. Mikołaja i św. Anny był drewniana budowlą wzniesioną na planie krzyża z dobudowaną doń kamienną zakrystią. Wnętrze zdobiło pięć ołtarzy, snycerskiej roboty, kamienna posadzka i chór sklepiony nad drzwiami. Obok kościoła znajdowała się dzwonnica z trzema dzwonami i niewielki cmentarz otoczony parkanem, krytym gontowym daszkiem. Obok kościoła znajdowały się wikarówki a na południe od nich zabudowania gospodarcze. Kościół usytuowany był na nizinie nad Ryjakiem, a cały teren kościoła otaczał obronny przekop wypełniony wodą z rzeki. Usytuowana na nizinie świątynia narażona była na liczne powodzie i podtopienia i niejednokrotnie ucierpiała od nich. W 1822 r. rozpoczęto budowę nowej świątyni, również pod wezwaniem św. Marcina i św. Mikołaja. Aby zabezpieczyć budynek od powodzi usytuowano go na wzgórzu, gdzie stoi obecna świątynia. Fundatorami nowej świątyni byli hrabia Karol Jerzy Fleming i jego żona Karolina Henryka z domu Lubomirska. Dzięki tym kolatorom w 1836 r. poświecono nowy kościół, który jak i poprzedni był drewniany ale na kamiennej podmurówce. W skutek rozwoju demograficznego jaki miał miejsce w XIX wieku, nowa świątynia szybko okazała się niewystarczająca na potrzeby parafii. Obecny kościół został wybudowany w latach 1896-1900. Jego budowniczym byłproboszcz ks. Leon Kwiatkowski, choć duże zasługi położył też jego poprzednik ks. Bronisław Markiewicz. Koszt jego budowy wyniósł pół miliona koron i został pokryty ze składek samych parafian, a zbierane były przez 27 lat (1879-1906). Świątynię w stylu neogotyckim „nadwiślańskim” zaprojektował architekt Jan Sas Zubrzycki, wykładowca Politechniki Lwowskiej. Kościół wzniesiony jest z czerwonej cegły, jest trzynawowy i ma 72 m długości, 54 m szerokości oraz dwie wieże o wysokości 50 m. Jego ozdobę stanowi podwójny portal wykonany z białego kamienia. Wewnątrz uwagę zawracają obrazy Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny i Chrystusa Bolesnego z końca XVIII wieku oraz wyposażenie kościoła tj. ołtarze, ambona, stalle i balaski wykonane przez błażowskiego rzeźbiarza Kazimierza Krygowskiego i polichromia wykonana przez krośnianina Stanisława Wojciecha Bergmana. Oprócz budynku kościoła głównego w Błażowej w XVIII wieku, istniał kościół przyszpitalny p/w św. Michała, poświęcony ok. 1720 r. Był zbudowany z drewna jodłowego na kamiennej podmurówce, przykryty dachem z kopułą i sygnaturką, kryty gontem. Obok kościółka znajdował się niewielki cmentarzyk. Kościół sąsiadował ze szpitalem, a w niewielkiej odległości znajdowała się plebania, spichlerze i inne budynki gospodarcze. Małgorzata Kutrzeba
|